czwartek, 5 grudnia 2013

Part 4 - Szachownica



 Mijała kolejna godzina, a ja ciągle siedziałam na ławce patrząc na drzewa. Szukałam czegoś co różniłoby się od reszty, czegoś co tu nie pasuje. Tak na prawdę była to tylko nędzna wymówka, żeby nie myśleć o tym co się stało. Od tych kilku godzin zobaczyłam tylko ptaki i wiewiórki, no czasami kota albo jakiegoś bezdomnego, którzy przychodzili żeby pospać na ławkach. 

-Zajęte ? – usłyszałam męski głos z brytyjskim akcentem
-Kogo to obchodzi – mruknęłam pod nosem
-Pamiętasz mnie ? –spytał
Odwróciłam głowę – a powinnam ?
-Wpadłaś na mnie

Ohh…. to ten facet z rana. Teraz zajarzyłam.

-A to ty – znowu spojrzałam przed siebie
-Co jest ?
-Co cię to obchodzi ?
- Podtrzymuje rozmowę – wzruszył ramionami
-Znajdź inny temat
-Religia ? – zaśmiał się
-Bóg nie istnieje
-uu ateistka , czemu tak myślisz ?
-Gdyby istniał nie pozwoliłby swoim „ukochanym” dzieciom cierpieć nie sądzisz ?
-Coś w tym jest, w takim razie co jest po śmierci jak nie Niebo ?
-Może reinkarnacja-wzruszyłam ramionami
- Ciekawe czy w poprzednim życiu byliśmy zwierzętami –zaśmiał się
-Masz jakiś dobry humor
-A ty zły, czy może zawsze jesteś taka oschła ?
-Co tu robisz ? – zmieniłam temat
-Spacerowałem i zauważyłem ciebie – uśmiechnął się- a ty ?
-Myślę, co mi przerwałeś – prychnęłam
- O czym takim ?
-Wszystkim
-Konkretniej – nie odpuszczał

„ Ale kretyn” pomyślałam

-Takie życiowe rozkminy – przewróciłam oczami
-Jak na przykład ?
-Oh odpuść sobie –warknęłam
-Podtrzymuje temat
-Wkurzasz mnie
-Wybacz,chce tylko porozmawiać – spojrzał na mnie – więc jak odpowiesz mi ?
-Wszyscy jesteśmy żołnierzami swojego życia, jednak nie znamy swoich misji
-Dobre – uśmiechnął się – gdzie to przeczytałaś ?
-Wymyśliłam to –spojrzałam w dół
-Woow, mądra z ciebie dziewczyna
-Dzięki…
-Brad jestem – podał mi dłoń
-Katherine – uścisnęłam jego dłoń

Uśmiechnął się, odwzajemniłam uśmiechając się lekko. Puścił moją dłoń.

-Coś jeszcze masz w zanadrzu ?
-Nic tylko myśli o szachownicy
-Szachownicy ? – zrobił zdziwioną minę
-Jesteśmy figurami na szachownicy, której nie widzimy. Jak mamy cokolwiek zrobić skoro nie widzimy całego pola ? – spojrzałam na niego

Miał zdziwioną mine.

-Co spowodowało takie myśli ?
-Wydarzyło się coś czego nie potrawie wyjaśnić…
-Przez to myślisz o szachach  ?
-Ehh inaczej, znasz to uczucie jak boli cię głowa prawda ?
-Jasne
-Ten ból, który przyćmiewa twój umysł i nie widzisz niektórych rzeczy, nie słyszysz niektórych dźwięków bo nie potrafisz się na nich skupić
-Łapie..
-Tak się czuje, przyćmiona. Nie mogę znaleźć rozwiązania, nie widzę całej szachownicy
-Ahh o to chodzi –zaśmiał się
-Brawo geniuszu – też się zaśmiałam
-Lubie cię – uśmiechnął się
-Czemu ? – zrobiłam zdziwioną mine
-Nie jesteś przyzwyczajona do tego ?  Masz ciekawą osobowość  i jesteś mądra jak na swój wiek
-Nie wiesz ile mam lat
-Wyglądasz mi na liceum
-RAZ ci się udało – wystawiłam mu język
-Chętnie ci pomogę, odkryć nieznane pola na szachownicy
-Dzięki, dam rade sama
-Nie prosiłem o pozwolenie – wystawił mi język

Przewróciłam oczami

 -Robi się późno, chodź – wstał
-Zostaje
-Wcale nie –podniósł mnie za ramie
-Ej !
-Nie będziesz tu siedzieć sama
-A nóż widelec coś mnie zaatakuje i dowiem się czegoś ciekawego
-Nie, dowiemy się razem

Wyrwałam się mu.

-Chodź
Wyszliśmy z parku.
-Dalej idę sama – powiedziałam
-Ok., do zobaczenia Katherine
-Do kiedyś Brad- odwróciłam się i poszłam
-Mam nadzieje, że się czegoś dowiesz
-Nie tylko ty – mruknęłam do siebie 

Wróciłam do domu, zeszłam po cichu do pokoju. Związałam włosy w kucyk, wzięłam piżamy i poszłam do łazienki. Spojrzałam na siebie w lustrze. Niby ta sama osoba, a jednak inna. Małe rzeczy zmieniają człowieka. Przejechałam ostrzem żyletki po nadgarstku. Poczułam piekący ból. Syknęłam. Jestem masochistką, dzięki bólowi może nie czuje się lepiej ale pomaga mi to na jakiś swój sposób. Pozwala myśleć trzeźwo.

-Kath wyszłaś na psychiczną osobę – powiedziałam i spojrzałam na odbicie

Westchnęłam i przejechałam znowu

-Zawsze byłaś i będziesz psychiczna, nie idealna…. God Kath nie użalaj się nad sobą

Usiadłam na brzegu wanny i wplotłam ręce w włosy.

-Muszę walczyć, a może kiedyś wywalczę sobie lepsze życie 
___________________
Te rozkminy są serio moje...wiem dziwne ;d
Do Anonimka,którego komentarz dopiero odkryłam pod Prologiem  

Rodzice by dbali ? Z mojego własnego przykładu wiem,że nie. Po prostu nie wiedzą co się dzieje z dzieckiem,nie wiedzą że jest po próbach samobójczych. Tutaj są przedstawieni jako takich co nie obchodzi ich dziecko.Piwnica owszem może być pokojem,ale tu jest jako symbol, że rodzice nie chcą dziecka blisko tylko wyrzucili ją do piwnicy,odcięli tym sposobem od siebie. Co do biurka, chodziło mi o to że jest stare,podniszczone,ledwo stoi. Mam nadzieje,że coś ci objaśniłam

Do kolejnego